Preloader image
-1
archive,tag,tag-len,tag-76,theme-stockholm,stockholm-core-2.3.2,woocommerce-no-js,stockholm,qodef-qi--no-touch,qi-addons-for-elementor-1.5.4,select-theme-ver-9.0,ajax_fade,page_not_loaded,side_area_uncovered,,qode_menu_,qode-single-product-thumbs-below,wpb-js-composer js-comp-ver-6.8.0,vc_responsive,elementor-default,elementor-kit-8106
  • Sort Blog:
  • All
  • #wnetrzarskiemakeover
  • O lnie
  • poradniki
lniana pościel z kokardami

Len – czy jest się czego bać?

Jakiś czas temu zapytałam swoich obserwatorów o len – czy jest się czego bać? Czy mają jakieś obawy z lnem związane. Większość z nas bowiem ma swoje własne wyobrażenie o tej tkaninie. Zwykle kojarzy nam się z szorstkim, sztywnym prześcieradłem, którego nie znosiło się na studiach albo z wiecznie wygniecioną spódnicą. I choć dzisiaj len jest coraz bardziej popularny, wielu z Was wciąż nie może się do niego przekonać. I wiąże się to zwykle z pewnymi obawami, które dziś chciałabym rozwiać.

1. Jak prać len?

Len jest jedną z wytrzymalszych tkanin, jeśli tylko będzie dobrze traktowana. Dlatego jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy wybielać len lub użyć jakiegokolwiek środka zawierającego chlor – nie rób tego! Len jest w pełni naturalną tkaniną, prać go należy w temperaturze 40-60 stopni w zwykłych detergentach niezawierających silnych substancji chemicznych. Wprawdzie len znosi wysoką temperaturę, jednakże nie ma konieczności prania go w wysokich wartościach , dzięki jego właściwościom antybakteryjnym. Tkaninę świetnie odświeży temperatura 40 stopni, a zszarzały len najlepiej wybieli słońce podczas suszenia. Zatem jeśli chcesz siebie lub wnętrze Twojego domu ubrać w len, a przed ostateczną decyzją powstrzymuje Cię wizja ręcznego prania – nie wahaj się dłużej. Len wypierzesz w pralce razem z innymi rzeczami.

2. Czy len nadaje się na pościel?

lniana pościel z troczkami

Len to tkanina o przeróżnych splotach i grubościach nitki. Dzięki odpowiedniemu tkaniu, zmiękczaniu, kreszowaniu len znajduje zastosowanie zarówno we wnętrzach, jak i w postaci świetnych ubrań. Lny o grubszej nitce, gęstszym tkaniu są rewelacyjne jako tkanina obiciowa. Te utkane z cieńszej nitki dodadzą szyku wnętrzu w postaci zasłon, obrusów, serwetek, ściereczek, ręczników o niezwykłej higroskopijności. Z jeszcze cieńszego lnu pięknie będzie wyglądać w sypialni lub dziecięcym pokoiku pościel, a w gorące lato ochłodzi lub zimą ogrzeje dzięki swym właściwościom termoregulacyjnym i przewiewności len w postaci ubrań.

Len wykazuje właściwości antybakteryjne, termoregulacyjne, jest przewiewny, nawet najbardziej „gorące” dziecko nie spoci się pod lnem. Poza tym dodaje wnętrzu przytulności i naturalności.

3. Len gryzie i drapie.

 

lniana pościel z guzikami jasny błękit

W zasadzie nie bardzo wiem skąd wziął się ten mit. Choć pamiętam, że mi samej len również kojarzył się z szorstkością i nieprzyjemnym uczuciem drapania. Dlatego początkowo dziwiła mnie „moda na len”. Nie rozumiałam, jak można kłaść dziecko do snu w lnianej, szorstkiej i sztywnej pościeli. Nie rozumiałam, dopóki sama nie dotknęłam. Len, który kupiłam, pierwsza lniana próbka, której dotknęłam, bardzo mnie zaskoczyła swoją miękkością, lekkością i zupełnie innym uczuciem przyjemnego chłodu niż znana mi dotąd bawełna. Uszyłam pierwszą poduszkę… i skóra na moim policzku faktycznie tę delikatną szorstkość wyczuła. Ale postanowiłam dać jej drugą szansę. Wyprałam poszewkę i spróbowałam raz jeszcze – od tej pory śpię tylko na lnianych poduszkach i cała moja rodzina też! Nic nas nie drapie, nie jest zbyt gorąco ani za zimno. Pościel dłużej utrzymuje świeżość, moje „gorące” dziecko ani razu w lnianej pościeli się nie spociło, a z każdym praniem tkanina staje się coraz bardziej miękka.

4. Len się gniecie.

 

lniany pled z chwostami brudny róż

Tak. Len się gniecie. Dlatego jeśli wolisz gładką, wyprasowaną pościel, używaj żelazka parowego lub prasuj przez wilgotną ściereczkę. Len bardzo dobrze się rozprasowuje.

Natomiast, jeśli pokochasz len – zapewne zaczniesz go dodatkowo gnieść, jak większość moich klientów 😉

Anka.

co zrobić, żeby dziecko przespało całą noc

Co zrobić, żeby dziecko przespało całą noc

Ile dzieci, tyle potrzeb, wymagań. Są takie, które określa się mianem tzw. „aniołków” – nie płaczą bez potrzeby, potrafią się same bawić, pięknie śpią w nocy. W przyrodzie jednak musi być równowaga, dlatego zdarzają się też maluchy, które wymagają więcej troski, uwagi, bodźców, opieki, częstego przytulania – zarówno w dzień, jak i w nocy. W praktyce oznacza to wieczne niedospanie opiekuna spowodowane częstymi pobudkami. Jak wiadomo mały organizm potrzebuje regeneracji po całym dniu wrażeń. Co więcej – sam rodzic też chętnie by wypoczął. Co zatem zrobić, żeby pomóc dziecku lepiej spać w nocy?

Lepiej rozwinięty mózg to lepszy sen dziecka

Okazuje się, że jest coś, co ma przeogromne znaczenie w rozwoju mózgu dziecka. Tym czymś jest podaż kwasów DHA. Zbadano (1), że odpowiednia ich ilość w diecie ma znaczący wpływ na długość snu u malucha. Dzieje się tak dlatego, że rodzaj oraz ilość tego procesu zależą od stopnia dojrzałości mózgu. A kwasy DHA mają niebagatelny wpływ na rozwój układu nerwowego i mózgu właśnie. Stężenie omawianych substancji odbija się na poziomie melatoniny, wydłużając sen aż o 58 minut! Co ważne, te kwasy powinny być dostarczane dziecku już w życiu płodowym. Następnie mama, karmiąc dziecko piersią sama powinna spożywać odpowiednią ich ilość – szczególnie mówimy tutaj o kwasach omega-3, żeby w pokarmie dostarczyć ich dziecku. Starszakom te cenne substancje należy suplementować lub podawać tłuste ryby przynajmniej 2 razy w tygodniu.

co zrobić żeby dziecko przespało całą noc

Dawkowanie kwasów DHA u kobiet w ciąży, karmiących piersią, niemowląt i małych dzieci

Zalecane dawki DHA:

  • kobiety w ciąży i karmiące piersią – min. 200 mg DHA/dobę, w przypadku małego spożycia ryb należy uwzględnić suplementację wyższą, np. 400–600 mg DHA/dobę. Uwaga, wykazano bezpieczeństwo wyższych dawek – do 1 g DHA/dobę.
  • niemowlęta do końca 6 m.ż. suplementacja wyłącznie, jeśli dziecko karmione jest sztucznie mieszanką nie zawierającą kwasów omega-3. Jednakże większość mieszanek ma w składzie kwasy DHA. Po 7 m.ż. 1-2 porcje tłustej ryby tygodniowo, ew. suplementacja DHA w ilości ok. 150–200 mg/dobę.
  • dzieci 1-3 r.ż. powinny jeść 1-2 porcje tłustej ryby tygodniowo lub suplementować DHA w ilości ok. 150–200 mg/dobę.
  • dzieci powyżej 3 r.ż. – 1-2 porcje (ok. 130 g/porcję) tłustych ryb tygodniowo lub suplementacja DHA około 250 mg/dobę [2].

W brytyjskich badaniach dotyczących snu oraz uczenia się dawką uważaną za bezpieczną i stosowaną u zdrowych dzieci powyżej 7 r.ż., które jedzą ryby rzadziej niż 2 razy w tygodniu, jest 600 mg DHA/dobę [3].

Co jeszcze można zrobić, by dziecko przespało całą noc?

co zrobić, żeby dziecko przespało całą noc

Temperatura

To, co bywa dziwne dla wielu rodziców, to odpowiednia temperatura sypialni dziecka podczas snu. Powinna ona wynosić od 16 do 19 stopni Celsjusza dla szkraba ubranego w piżamkę. Badania udowodniły, że jest to najbardziej optymalna temperatura w której należy spać. Jeśli maluch „rozkopuje się” w nocy, nie należy przykrywać go ponownie – widocznie jest mu zbyt ciepło. Od lat pokutuje w naszym społeczeństwie przekonanie, że dziecku musi być ciepło, że powinno jeść czy pić ciepłe posiłki. Nie bez kozery babcie nakładają maluszkom skarpetki latem i czapeczki przy najdelikatniejszym wiaterku. Nie ma takiej potrzeby – dziecko ma zapas tzw. brązowego tłuszczu, który chroni je przed wychłodzeniem, oczywiście nie dotyczy to skrajnych przypadków.

Zaciemnienie i wilgotność

Wykazano, że melatonina (hormon snu) wydziela się w największych ilościach w kompletnych ciemnościach. Poza tym leptyna – hormon sytości również zależy od stopnia wyciemnienia. Im ciemniej, tym dziecko mniej głodne (4).

Czy zauważyliście, że Wasze dzieci lepiej śpią latem, przy otwartym oknie gdy wpada do środka świeże powietrze? To ze względu na właściwą wilgotność powietrza. Warto zatem pozwolić dziecku spać przy uchylonym oknie, gdy temperatura na zewnątrz na to pozwala albo przynajmniej wywietrzyć dobrze pokój dziecka przed snem. Zimą natomiast warto ustawić w sypialni nawilżacz powietrza.

co zrobić, żeby dziecko przespało całą noc

Odpowiednia pościel

Niebagatelne znaczenie też ma to, pod czym dziecko śpi. Poznańscy naukowcy przeprowadzili badania, w których testowali reakcję ludzkiego organizmu podczas snu w lnianej pościeli. Badania te pokazały, że lniana pościel sprawia, że śpimy dłużej, wydajniej, a budzimy się wypoczęci i rześcy. Poza tym len, jako naturalna tkanina jest antyalergiczny, nie powoduje podrażnień na skórze, ma też właściwości antybakteryjne. Nie elektryzuje się, a ze względu na obecność lignin pochłania szkodliwe promieniowanie UV. Chwalą go sobie rodzice dzieci zmagających się z atopowym zapaleniem skóry, bo ich maluchy nagle przestają się drapać w nocy.

Zatem, jeśli śpiąc w lnianej pościeli dziecko mniej się poci, nie grasują po nim bakterie, a lniane płótno stwarza najlepszy dla wrażliwej skóry maluszka mikroklimat, warto zainwestować w lnianą pościel. Dodatkowo len wykazuje dużą higroskopijność (chłonie wodę do 25% swojej masy pozostając suchy). Jest to więc idealna tkanina na lato, gdyż jest przewiewny, świetnie odprowadza dwutlenek węgla od ciała, jak i na zimę, bo utrzymuje temperaturę ciała.

Właściwości bakteriostatyczne lnu wykorzystywano kiedyś do wyjaławiania ran, do celów serowarskich, a także w postaci nici chirurgicznych (5). Len jest też w pełni degradowany, co ma znaczenie dla środowiska, a przy jego pozyskiwaniu i produkcji tkaniny wykorzystywane są jego wszystkie części. Jedynymi odpadami są pyły wydobywające się podczas trzepania.

Źródła:

  1. https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0031393910705606
  2. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4263155/
  3. http://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0043909
  4. https://gizmodo.com/you-need-to-spend-more-time-in-the-dark-if-you-want-to-1696433341
  5. http://31.186.81.235:8080/api/files/view/184305.pdf
  6. Dobrzańska A. et al., Normy żywienia zdrowych dzieci w 1–3. roku życia – stanowisko Polskiej Grupy Ekspertów. Standardy Medyczne Pediatria, 2012, 3; 313-316.
dlaczego len

Właściwości lnianej tkaniny

Dawne wyobrażenia o tkaninach lnianych

Len większości kojarzy się z szorstkim, gniotącym się materiałem. Niemiłym w dotyku, drapiącym skórę. Znane są lniane worki drelichowe, szorstkie ściereczki kuchenne albo wiecznie pogniecione przewiewne koszule. Skąd pochodzi len – możesz przeczytać TUTAJ. Na pierwszy rzut oka, wydaje się, że tkanina ta będzie się mechacić lub szybko się zniszczy. Boimy się też, że bielone koszule łatwo się zaplamią, a plamy te będzie trudno wywabić.

Len dzisiaj

Jednakże te wyobrażenia bardzo odbiegają od dzisiejszej rzeczywistości. Len bowiem nie jest już dziś szorstki, niemiły w dotyku. Jest przyjemnie miękki i nie podrażnia. Nie mechaci się, a kolejne prania uszlachetniają tkaninę. Jest też jednym z najbardziej wytrzymałych materiałów. Inwestycja w pościel będzie opłacalna, gdyż posłuży nam ona przez wiele lat. Naukowcy dowodzą, że odpoczywając w lnianej pościeli, wspaniale regenerujemy ciało oraz umysł. Zasypiamy szybko, śpimy głęboko, budzimy się rześcy, wypoczęci. W łazience rewelacyjnie sprawdzają się lniane ręczniki – nie dość, że doskonale wchłaniają wodę, to robią ciału ożywczy masaż. Są grube, mięsiste, wyglądają szlachetnie.

właściwości tkaniny lnianej

Właściwości lnu

Len to materiał, który sprawia, że mniej się pocimy; hamuje rozwój bakterii oraz grzybów (jest antybakteryjny i antyalergiczny), nie przepuszcza szkodliwego promieniowania UV (ze względu na dużą zawartość lignin jest absorbentem UV). Ze wszystkich znanych włókien to właśnie tkane z niego płótno stwarza najlepszy mikroklimat dla skóry. Len ma najwyższą chłonność ze wszystkich włókien naturalnych (tkaniny wchłaniają do 25% wody, nie sprawiając wrażenia mokrych) dlatego jest znakomity na lato, gdyż wysychając – odbiera gorąco od ciała – zapewnia chłód i przyjemne samopoczucie. Len jest niezwykle przewiewny – odprowadza dwutlenek węgla ze skóry, doprowadzając świeże powietrze do ciała. Nigdy nie elektryzuje się. Obniża zdolność do gromadzenia ładunków na ciele – ważne dla obsługujących komputery czy urządzenia elektryczne. Ma także właściwości bakteriostatyczne – kiedyś używany był do wyjaławiania, jak również bandażowania ran oraz do celów serowarskich. Len nigdy nie powoduje alergii – jest naturalnie czysty. Nie wywołuje podrażnień, uczuleń.

Cecha charakterystyczna

Len się gniecie, ale pięknie się gniecie. Musi tak wyglądać – to jest jego cecha, pozwalająca często właśnie dzięki temu poznać, że dana osoba jest ubrana w len. Jest takie powiedzenie „Len się gniecie, ale drogo się gniecie”. Tkanina lniana lubi być blisko ciała, jest jego prawdziwym przyjacielem. Stworzona do funkcjonowania na wsi, świetnie czuje się na salonach. Dom odziany w lny wygląda równie elegancko, szlachetnie jak model w garniturze od Armaniego. Bo po tę naturalną tkaninę sięgają najlepsze firmy oraz projektanci – Rubelli, Pierre Frey, Colefax & Fowler, Ralph Lauren, Valentino. O ludziach, którzy noszą lny mówi się, że mają charakter i wiedzą, co dobre.

czy len jest ekologiczny

Dlaczego len jest ekologiczny?

Co to znaczy być ekologicznym?

Ekologiczny jest się wówczas, gdy sposób bycia nie przeszkadza współbywalcom. To znaczy, gdy żyje się w kooperatywie. Samemu się korzysta i nie przeszkadza się korzystać innym. Biorąc pod uwagę świat roślin, jest to takie życie, które pozwala czerpać z gleby, wody, słońca w sposób, który nie nadwyręża natury i dodatkowo daje się coś tej naturze w zamian przy okazji nie szkodząc. Rośliny oddają tlen, po obumarciu rozkładają się użyźniając glebę.

W kontekście roślin uprawnych częściej można mówić o nadmiernej eksploatacji przyrody niż oddawaniu czegoś w zamian oprócz produkcji tlenu. W tym przypadku warto by rozważyć sposób uprawy i raczej maksymalne wykorzystanie wyhodowanej rośliny, tak aby nie produkować zbędnych odpadów.

Uprawa lnu

Na świecie występuje około 200 gatunków lnu, należących do rodziny lnowatych. Powszechnie uprawiany jest jednak len zwyczajny (Linum usitatissimum). Jest to roślina roczna, osiągająca nawet do półtora metra wysokości. Po wysiewie i okresie wzrostu, po kwitnieniu, len należy wyrwać z ziemi w całości. Potem należy oddzielić ziarno od łodygi. Kolejnym etapem jest roszenie, czyli namaczanie łodyg w wodzie lub rozłożenie na polu, żeby przegniło. Grzyby i bakterie w tym procesie oddzielają włókno od paździerzy, czyli od słomy. Następnie tę paździerz trzeba wytrzepać, żeby uzyskać czyste włókno. Teraz to włókno można już za pomocą wrzeciona zmienić w przędzę, z której będzie tkana tkanina. Proces ten opisywała w pięknej bajce Maria Konopnicka: „Jak to ze lnem było”.

czy len jest ekologiczny

Z lnu uzyskujemy: z części środkowej łodygi – włókno długie, do produkcji wysokiej jakości przędz czesankowych, osnowowych i dalej tkanin.
Z części wierzchołkowej i korzeniowej – włókno krótkie, do produkcji przędz zgrzebnych.
Nasiona oleiste, z których wytwarza się olej, pokost itp. Nasiona lnu mają również zastosowanie w przemyśle farmaceutycznym i medycynie ludowej.
Paździerze powstałe w procesie pozyskiwania włókna z połamanej, zdrewniałej części łodyg są surowcem do produkcji płyt paździerzowych o podobnych właściwościach jak płyty wiórowe.
Odpady roszarnicze – krótkie włókna z przyklejonymi paździerzami, których nie udało się oddzielić przy pozyskiwaniu włókna są surowcem do produkcji wysokiej jakości papieru (np. banknotów).
Wytłoki powstałe przy produkcji oleju z nasion podobnie jak torebki nasienne (plewy), przerabiane są na pasze.

Zatem każda część rośliny jest zużywana. Jedynym odpadem są pyły wydobywające się podczas produkcji. Dzięki temu len jako roślina jest ekologiczny.

Źródło: http://www.paz.most.org.pl/len/uprawa.html

Jak to ze lnem było

Maria Konopnicka: „Jak to ze lnem było”

Był raz król taki, co miał wielkie królestwo, wszelkiego dobra i bogactwa pełne, tylko że w nim złota nie było.
pola tam były wielkie, sady śliczne, od grusz, od jabłoni czerwieniejące z dala, po lasach zwierzyny huk, w ziemi żelaza dość, na powietrzu ptactwo takie, że co jedno odleci, to drugie przyleci, bydła, koni, owiec stada okrutne, nieprzerachowane, po rzekach ryby jakie tylko, i małe, i duże, kwiecia też po łąkach mnóstwo dla królewiątek małych, co jedno przekwitnie, to drugie zakwita. Ot, wszelkiej rozkoszy moc wielka! Miasta też były w tym królestwie znaczne i wojska duże po zamkach, po wieżach mocnych, i ludu po wsiach dość. Ale król niczym się nie cieszył, tylko ciągle markotny był, że złota nie ma w jego państwie.

– Cóż mi po tym zbożu – mówił – albo i po tych lasach, i po tych rybach w rzece, i po tych stadach wielkich, kiedy ja to wszystko muszę het precz wywozić do moich sąsiadów za złoto, bo go u mnie ni ma. Żeby tu u mnie złoto było, cały lud mój by się ubogacił.

Lud jego biedny po wsiach skórami się odziewał i koszuli na grzbiecie me miał, a dopiero sami bogacze z miasta musieli w dalekie kraje posyłać po materie drogie, po jedwabie na ubiory swoje.

– Bylem tylko złoto miał – mówił król – to mi już niczego nie braknie i memu ludowi.

Tak wyszedł raz sobie na drogę i chodzi w zamyśleniu wielkim, a drogą kupcy jadą. Jak też zobaczyli króla, tak zaraz mu pokłon oddali, towary rozwiązują i pytają, czy czego nie trzeba. Król pokłon przyjął grzecznie, towary obejrzał, głową pokręcił i mówi:

– Na nic mi te wasze towary, bo mi tylko jednej rzeczy potrzeba. Więc zaraz się dopytywać zaczęli, czego.

– Potrzeba mi złota – mówi król – żeby u mnie w ziemi było, żebym je dobywać mógł i cały mój lud zbogacił, i siebie.

Zafrasowali się kupcy, bo tej woli królewskiej nie mogli uczynić, i zamilkli. A był między mmi staruszek jeden, jako ten gołąb siwiutki, z brodą po pas, w bieli cały odziany i bardzo mądry. Ten, widząc frasunek swoich towarzyszów i króla, pragnącego złota dla ubogiego narodu, co koszuli na grzbiecie nie ma, pomyślał, wystąpił naprzód i rzekł:

– Królu, panie! Mam-ci ja takie siemię w mieszku, co jak je wiosną posieją w polu, to złoto ci z niego się urodzi. I zdjął ze swego wielbłąda troki, i wyjął z nich spory mieszek, i przed królem postawiwszy, rozwiązał. Król bardzo się zadziwił, że takie ziarno na świecie jest, co z niego złoto wyrasta. Onemu kupcowi sygnet piękny dał i choć ten mieszek był ciężki, sam go do zamku swego poniósł. Nazajutrz dał wiedzieć w całym państwie, jako w ten a w ten dzień król sam będzie w polu takie ziarno siał, co z niego wyrośnie złoto.
Zadziwował się naród cały na taką nowinę, zbiegli się wszyscy na ono pole patrzeć, jak też to cudowne ziarno wygląda. Matki prowadziły dzieci, synowie – ojców starych i zeszła się ludu wielka, wielka moc. Aż król wyjechał na siwym koniu w bisior drogi ubranym, z muzyką, z trębaczami i z dworem całym, a za nim sam skarbnik królewski mieszek z ziarnem niósł pod baldachimem z karmazynu, co go czterech pachołków królewskich trzymało. Kiedy wszyscy na skraju pola stanęli, król koronę z głowy zdjął, że to niby prosty siewacz na swej roli staje, i wziąwszy od skarbnika mieszek wzdłuż bruzdy pięknie wyciągniętej poszedł, czerpiąc z mieszka ręką ono ziarno cudowne i rzucając je w świeżo zaoraną, czarną, pulchną ziemię. A tu zaraz za królem brony szły, co je najpierwsi panowie w onym królestwie prowadzili i ten posiew bronowali, jak zwykle żyto albo i pszenicę, albo insze jakie ziarno. Kiedy już pole zasiane było i zabronowane, król koronę znów na głowę włożył i wrócił z wielką paradą na zamek swój, z dworzanami swymi i z muzyką, i z trąbami, i z wielką uciechą, że takie pole złota zasianego ma. Minął dzionek, minął drugi, król ciągle z okna w ono pole pogląda, czy złoto nie rośnie, ale nic. Aż jednego dnia uderzył deszcz ciepły z nieba i słonko po nim przygrzało. Patrzy król, a tu na calusieńkim polu cości jakby ze ziemi na wierzch się parło. Uradował się bardzo.

– Oho! – mówi. – Nie zazna teraz mój naród biedy, jak mi się to złoto urodzi. Pole nie takie zasieję na przyszłą wiosnę, ale dziesięć razy większe. I chodzi sobie wesół po komnatach, pieśni sobie śpiewać każe, sztuki różne pokazować – taki rad.
– Nie będę – mówi – patrzeć choć z tydzień w pole, aż zażółknieje złoto, żeby oczy moje uciechę miały. Przeszedł tydzień. Patrzy król, a tu zamiast żółtego złota na calusieńkim polu śliczna zieloność, jakoby murawa, tak źdźbło przy źdźble wzeszło i do słońca w górę idzie. Zadziwił się bardzo w sobie i mówi:

– Myślałem, że od razu żółte złoto róść będzie, a tu zieleń taka. Ale nic… czeka. Czekał tydzień, czekał dwa, powyrastały łodyżki równiutkie jedna przy drugiej, jak to wojsko wielkie. Już się i pączki pozwijały, już i ku kwitnieniu się ma. A co kto przejdzie, to się dziwuje, że to złoto tak rośnie, jakby jakie zwyczajne ziele. Dworacy kręcą głowami, cości szepcą, cości między sobą radzą. Król patrzy, twarz pogodną zrobił i mówi:

– Nic to! Pewno się w kwitnieniu ono złoto okaże złotym kwiatem. Jednego ranka pojrzy, aż tu pole jak długie i szerokie niebieszczy się tak, jak to niebo nad ziemią. Kwiatuszek koło kwiatuszka na łodyżce sterczy, aż się w oczach modro od tego robi, jakby w wodę patrzał. Zadziwił się król, wąsa szarpnął, iż tak złoto ono modro kwitnie, cały dzień frasobliwie po komnatach chodził, wieczerzy jeść nie mógł i markotny spać się układł. Aż rankiem uderzył się w czoło i mówi:

– O, ja głupi! Wszakże to nie kwiat, ale nasienie będzie samo złoto! Czegożem się wczoraj frasował? I począł dobrej myśli być, i ucztę panom swoim sprawił, i radowali się wszyscy, że król tak mądrze im to wyłożył o nasieniu owym, co złotem być miało – i tak wszyscy cieszyli się społem. Przeszło lato, z kwiatuszków owych modrych porosły główeczki, takie okrągluśkie. Król idzie w pole. bierze w palce, ogląda i myśli:

„Już też w tych główeczkach na pewno złoto jest: tylko patrzeć, jak się to posypie”. Rozgniótł jedną, patrzy, aż tu takie samo siemię, jak to, które siał. Rozgniewał się król bardzo, dwór cały zwołał, kazał to zielsko z całego pola wyrwać, kijami zbić, że to mu takiego wstydu i zawodu narobiło, i do wody cisnąć. Pachołkowie rozkazanie królewskie wypełnili, łodyżki co do jednej wyrwali, kijami zbili, aż się ono nieszczęsne ziarno posypało, w pęki powiązali i do wody wrzucili. Ale że to już ich samych złość wzięła, więc jeszcze w wodę kamieniami ciskali i tyle tego narzucali, że się one łodygi w pękach zastanowiły, z wodą nie poszły i u brzegu przywalone kamieniami zostały. Król tymczasem po całym świecie szukać słał onego kupca, żeby go stracić za ten postępek, że to takiego monarchę poważył się oszukać. Tak szukają tego kupca, tak szukają – nic! Król też znów smutny począł bywać, jako i na początku, i nieraz sam bez dworu w zamysłach różnych chodził, trapiąc się, że ludu swego nie mógł zbogacić. Idzie on raz brzegiem rzeki, patrzy – kamieni wielka moc, a spod nich cości sterczy. Zawołał pachołka, w wodę mu kazał iść i czeka. Niedługo pachołek wraca i powiada:

– Królu, panie! Toć to jest ono zielsko, co miało złoto rodzić i z pola wyrwane zostało. A król: – Jeszcze mi na oczach będzie to podle zielsko leżeć? Mój wstyd przypominać? Weź mi je zaraz i wynieś precz, żebym go więcej nie spotkał! Ano, poszedł pachołek po drugiego, one kamienie odrzucili, pęk łodyg przegniłych z wody wydobyli, wynieśli je het, pod las, cisnęli i poszli. Kupca szukali tymczasem precz po całym świecie, wedle królewskiego przykazu. Król ciągle się frasował, to tu, to tam jeździł po kraju, a co spojrzy na ten biedny naród, co koszuli na grzbiecie nie ma, to się omal łzami nie zaleje; takie litościwe serce miał. Ano, widzą panowie, że król taki smutny, tak rada w radę uradzili, żeby wyprawić wielkie polowanie. Zjechali się różni książęta, różni panowie, różni dostojni goście, nasprowadzali psów, koni, masztalerzów, psiarków, łuczników, naprzywozili łuków i różnej broni takiej, że to ha! różnych rarogów, dojeżdżaczy sokolników: polowanie takie, że to na całe królestwo sławne.
Ucieszył się król tym widokiem, rozweselił, o strapieniu swoim coś niecoś zapomniał, bronie różne czyścić kazał, sfory ogarów sforować, charty na smycze brać, konie kułbaczyć, wozy pod zwierzynę zaprzęgać, aż uderzyli trębacze w rogi łosiowe, psiarnie zaczęły ujadać, bicze ino świstały w powietrzu: tu się sokoły na całe gardło drą, tu pisk, krzyk, wrzawa taka, że to jak na największym jarmarku. Aż siadł sam król na konia, po bokach mu książęta i wielcy panowie pojechali. Jadą. jadą, przyjechali pod las. Dziwują się goście, że taka knieja gęsta, pewno i zwierza pełna, to się ino psy rwą, ino konie parskają kiedy wtem spojrzy król w bok jakoś, a tu na polanie leżą one pęki łodyg, przez pachołków z wody dobyte, wyschłe, wymizerowane, sczerniałe. Król zapalił się gniewem na twarzy, humor mu się od razu przemienił, zawraca konia, przeprasza gości i na powrót na zamek jedzie. Tak się rozgniewał, że ledwo tchnął, łowczemu wracać przykazał z końmi, wozami i psiarnią, a na pachołki swoje krzyknął:

– Hej tam! Zabrać mi to przeklęte zielsko i otłuc kijami, żeby aż z mego paździerze poszły. I z wielką pasją do domu wracał, a z nim goście jego. A pachołki tymczasem, one pęki łodyg porwawszy, zaczęli je kijami okładać tak, że aż z nich paździerze leciały. Naleciał tych paździerzy okrutny pokład, a łodygi aż pobielały, jak z nich ta pierwsza surowizna zeszła. Łodygi na rozstaje rzucili, na krzyżową drogę, żeby je słońce paliło. a wiatr po świecie roznosił. Leżały one łodygi, leżały, słońce je paliło, wiatr je poplątał, ale ich roznieść nie mógł, bo za wielka moc tego była. A kupca szukali, precz szukali, tylko znaleźć nie mogli. A król zapomniał jakoś o swoim strapieniu i wybrał się ze swoim dworem w drogę. Na siwym koniu jechał, a za nim rycerze i dwór, i pachołki, i różna czeladź, zwyczajnie, jak to się należy do królewskiej wspaniałości i osoby. Jadą, jadą, przyjechali na rozstajne drogi, aż tu koń, co pod królem szedł, dęba stanął. Ściągnął go król raz i drugi, koń szczupakiem chlusnął przez drogę w bok i, zaplątawszy nogi, nie wiedząc jak, na ziemię runął. Uskoczył król, strzemię z nogi zrzuciwszy, ale się okrutnie przeląkł. Zaraz tuż nadbiegli rycerze i słudzy, patrzą, w co się królewski koń wplątał, a to w te łodygi, co je pachołki na rozstaj rzuciły. Król, jak był blady ze strachu, tak się zrobił czerwony od gniewu, czeladź swoją skrzyknął i kazał precz do trzeciej skóry zielsko owo kijami zbić, a potem je w ogniu spalić. Czeladź zaraz się do kijów porwała, one łodygi do trzeciej skóry obiła, tak że samo włókno cienkie i jak srebro takie bielusieńkie zostało, i dalej nosić na kupę, żeby spalić. Patrzał na to wszystko król razem z dworem swoim, aż kiedy czeladź głownie zapalone pod one włókna podkładać miała, przyleciał pachołek i krzyknął:

– Królu, parie! Znaleźliśmy tego kupca, któregoś szukać rozkazał. A tuż zaraz prowadziły straże onego starca, związanego, przed królewskie oblicze. Król zmarszczył czoło i tak srogo wejrzał na pojmanego, że cały dwór struchlał i prawie tchnąć nie śmiał. Ale stary ten człowiek wcale się nie przestraszył i sam do króla spokojnie przystąpiwszy, rzekł:

– Kazałeś mnie, królu, szukać jak złoczyńcę po całym królestwie swoim, a otom jest. Sam szedłem do ciebie, dowiedziawszy się, że mnie potrzebujesz, bom wpierw w dalekich drogach bywał, a tu mnie u bram twego miasta straż pojmała. Rozkaż, aby odstąpili, a iżbym z tobą sam mówił. Tak mówił ten starzec, ale król bardzo był zagniewany i srogo krzyknął:

– Do ciemnicy cię wtrącę, boś mnie, króla i pana. oszukał, a siemię owo, z którego miało mi się urodzić złoto, wydało tylko zielsko nikczemne, ku spaleniu zdatne! Patrz! Oto cała kupa lego twego złota -dodał biorąc się w boki z wielką pasją. Starzec popatrzał i rzekł:

– Królu, panie! Kiedy taka wola twoja, abym do ciemnicy szedł, niech mnie do ciemnicy wiodą: ale tych łodyg nie każ ogniem wytracać, tylko je ze mną w loch rzucić daj! A za dwa miesiące usłyszysz co nowego o mnie. Król zezwolił, a tejże godziny starca i całą kupę owych łodyg siwych cisnęli do lochu. Byłby tam staruszek niechybnie z głodu zginał, ale mu przynosiła jeść córka dozorcy, młoda, śliczna i pracowita dziewczyna. Na imię jej było Rózia. Rózia przychodziła co dzień do lochu ze swoją przęślicą, na której przędła jedwab dla bogatej pani, i czekała, aż się staruszek posili. Pewnego dnia namówił ją ów więzień, że zamiast jedwabiu naskubała włókienek z onego zielska, nawinęła na przęślicę i zaczęła prząść. Ze żartów, ot, bo myślała, że z tego nic nie będzie. Tymczasem patrzy, a tu równiuteńka niteczka snuje jej się a snuje, aż wrzeciono furczy. Zadziwiła się bardzo, a że jej jedwabiu już brakło, zaczęła one włókienka prząść. Kiedy już tego dużo naprzędła, rzekł jej staruszek:

– Idź teraz do domu i tak jak z jedwabiu tkasz, tak i tę przędzę utkaj. Rózia usłuchała staruszka. Na warsztacie z owej przędzy postaw naciągnęła, potem pięknie w poprzek cewką zasnuła i zrobiła… płótno. Kiedy to właśnie było gotowe, przyszedł urzędnik królewski patrzeć, czy on stary więzień jeszcze żyje. Zadziwił się, że staruszek taki żwawy, więc powiada do niego:
– Proś, o jaką chcesz łaskę, bo dziś królewska córka za mąż idzie. Wtedy ów staruszek mówi:

– Dobrze. Chciałbym królewnie podarunek weselny dać i dlatego proszę, abym przed króla był stawiony. Ano, urzędnik wypuścił go z lochu i pod strażą do króla przywiódł. Spojrzy stary, a tu wielka moc pań i panów, królewna jak lilia, pan młody jak słońce, muzyka gra, kołacze aż pachną, pacholęta kwiatami drogę ścielą. Zmarszczył król czoło na starego pojrzawszy, ale że to w takie gody gniewać się nie mógł, więc pyta, z czym tu przychodzi.

– Z podarunkiem dla królewny – mówi staruszek i rozwija przed królem ślicznie utkane płótno, które Rózia, nauczona przez niego, wybieliła na rosie i słońcu.
– Cóż to takiego jest? – rzekł król ciekawie. – Królu, panie! Toć-ci jest owo złoto, które z owego siemienia, com ci je dał, wyróść miało. Len to był, ubogiego narodu bogactwo, com go z ziemi twojego królestwa dobyć chciał. Kazałeś go topić? Dobrześ uczynił, bo jego łodyżki w wodzie odmięknąć muszą. Kazałeś go z wody precz cisnąć? Dobrześ uczynił, bo go trzeba suszyć. Po moknięciu owym kazałeś go kijami z paździerzy obić? Dobrześ uczynił, bo tę złą paździerz obić trzeba z łodygi, żeby ją uprawić. Kazałeś je zaś powtórnie kijami obijać? I toś dobrze uczynił, bo do trzeciej skóry len obić trzeba i kijem go wyłamać, żeby do włókna się dostać. Kazałeś mnie do lochu wrzucić? I toś dobrze uczynił, bo mnie tam żywiła dobra dziewczyna, którą-m oto nauczył, jak się włókno lniane przędzie i na płótno tka. A toś tylko źle uczynił, żeś to wszystko robił w gniewie i nie z wyrozumienia, ale z zapalczywości. Że to jednak taki dzień szczęśliwy dziś jest w twojej królewskiej rodzinie, więc ci z serca krzywdę moją odpuszczam, a na ręce królewny ten oto dar składam. Królewna niech każe po wsiach len siać i tak go sprawić z rozwagą i miłością, jakeś go ty królu, z gniewem sprawiał, a z płótna niech da koszule dla wszystkich sierot i niemocnych szyć, co jest więcej niż złoto, bo jest poratowanie ubóstwa i niedostatku. Skończył stary, a król słuchał jeszcze i aż na twarzy ze wstydu się mienił, że tak ukrzywdził niesłusznie człowieka. A zaś potem wstał, starca w ramiona wziął, przeprosił i koło siebie posadziwszy rzekł:

– Dziękuję ci, mój ojcze, żeś mi to uczynił, czego moje niespokojne chęci uczynić nie mogły. Złota chciałem, a tyś mi lepszą rzecz dał. Bo w złocie możni tylko by chodzili, a w tym lnie oto cały lud mój ubogi chodzić będzie. I zaraz dał krajać koszule z płótna onego i sierotom rozdzielić, z czego wielka radość była w całym kraju.

płótno z Ur

Płótno z Ur

Siedlisko lnu

Naturalne siedlisko lnu jest bardzo rozległe i obejmuje prawie całą Europę, część Azji i niektóre regiony Afryki. Uprawne odmiany lnu pochodzą z czterech ośrodków rozpowszechniania roślin – środkowoazjatyckiego, bliskowschodniego, śródziemnomorskiego i abisyńskiego. Len jednak bardzo łatwo „wymykał się” z pól uprawnych i dziczał. Dlatego badaczom tak trudno jest określić jego najstarsze dzikie pochodzenie. Dodatkowo len znano i wykorzystywano na długo przed narodzinami Chrystusa, a więc Biblia i jej zapiski nie są dziełem ułatwiającym poszukiwania. Poza tym, len jest rośliną jednoroczną, a ziarno może być przenoszone przez wiatr, ptactwo, ludzi.

Najstarsze znaleziska

W 1865 roku szwajcarski paleontolog Oswald Herr odkrył osiedla nawodne nad brzegami jezior we wschodniej Szwajcarii. Okazało się, że te osiedla pochodzą z epoki neolitu. Ludy zamieszkujące te tereny nie tylko znały tkaniny lniane, lecz również uprawiały len wieloletni (Linun angustifolium). W wykopaliskach w Robenhausen znaleziono torebki nasienne, nasiona, a nawet dolną część całej rośliny. Co więcej, ludność ta najprawdopodobniej sprowadziła te nasiona z Włoch. Znaleziono bowiem wraz z nimi nasiona chwastu – lepnicy, która nie występowała na terenach obecnej Szwajcarii, lecz na południe od Alp. Poza tym, kolejne odkrycie, tym razem innego uczonego – Sordellego, udowodniło tę hipotezę. Znalazł on bowiem na torfowiskach otaczających jezioro Lagozza w Lombardii dowody na to, że żyjąca tam ludność uprawiała ten sam gatunek lnu.

Kolejne znaleziska lnu pochodzą z Egiptu. Najstarsze mumie były owijane w tkaniny lniane. Znaleziono tam ślady obecności lnu pochodzące sprzed 6000 lat. Na malowidłach ściennych w grobowcach z okresu 3000 lat p.n.e. znajdują się obrazy rośliny, jej uprawy oraz proces obróbki.

płótno z Ur

Nazewnictwo lnu kolejnym świadectwem starożytnego pochodzenia

Len był powszechnie znany różnym ludom prehistorycznej Europy, Azji i Afryki, co pokazuje jego różne nazewnictwo w różnych kulturach. Okres wynalezienia pisma datowany jest na około 3200 p.n.e. Wówczas rozpoczął się rozwój kulturalny, starożytne nazewnictwo.

I tak, greckie słowo linon, łacińskie linum, celtyckie lin mają wspólny rdzeń językowy. Jednakże już sanskrycka (indyjska) nazwa lnu to ooma lub utasi. Hebrajska nazwa to pischta. Podobnie w językach północnoeuropejskich, żadna z nazw lnu nie jest do siebie podobna. Świadczy to o bardzo dawnym udomowieniu lnu.

Płótno z miasta Ur

Miasto Ur, to miejsce najstarszej cywilizacji w Mezopotamii. Jest to teren obecnego Iraku. Odkrycia świadczą, że miastem przez wieki rządziła dynastia. Ur zasiedlone było przez około 4 tysiące lat, od okresu Ubajd (V tys. p.n.e.) do okresu nowobabilońskiego (połowa I tys. p.n.e.). Apogeum rozwoju osiągnęło ono w okresie Ur III (ok. 2100–2000 p.n.e.), kiedy to było stolicą imperium, którego władcy rozpoczęli zakrojony na szeroką skalę program prac budowlanych, usuwając niestety często przy okazji pozostałości wcześniejszych budowli.

To w Ur znaleziono najprawdopodobniej najstarsze płótna, którymi okrywano zmarłych. Zatem len był znany ludności Ur, był uprawiany, przetwarzany i przędzony, a następnie pleciono z niego płótna. Len był zatem powszechnie stosowany. Najprawdopodobniej to właśnie w Mezopotamii len został udomowiony. Datuje się to udomowienie lnu na szóste tysiąclecie p.n.e. Zatem len jest najstarszą z roślin włóknistych będącą w uprawie i w służbie człowieka.

źródło: 

E.Hyams, Rośliny w służbie człowieka. PWN Warszawa 1974.

X